wtorek, 20 czerwca 2017

"Diablak" poskromiony!

Mamy niesamowitą rodzinę. Już się chyba kiedyś chwaliliśmy, ale pisząc o dobrych rzeczach można się powtarzać ;) Wszyscy bez wyjątku akceptują Krzysia i zawsze możemy liczyć na pomoc w kryzysowych sytuacjach. Jesteśmy regularnie dokarmiani, dopieszczani i wspomagani na wszelkie możliwe sposoby. W rodzinie tej fantastycznej ma Krzyś na przykład takiego wujka Filipa.
Wujek Filip to stuprocentowy facet, co to pomoże meble wnieść kiedy trzeba, czy też przyjedzie i zmieni oponę, gdy kobieta (czyt. mama Krzysia, całkiem niedawno) wpadnie w panikę. I do tego miły jest zawsze i uprzejmy, że och i ach. Jest też tatą cudnych bliźniaków Kasi i Tomka i dowodem na prawdziwość cytatu, który kiedyś wyczytaliśmy na czyjejś koszulce, że "real men make twins"!

Diablak dla Krzysia
Filip i Krzyś - luty 2014 <3

Filip zaskoczył nas ostatnio informacją, że zamierza wystartować w Diablak Beskid Extreme Triathlon i zadedykować swój udział w tym hardcorowym wydarzeniu Krisowi. Taka akcja w stylu "mięśnie dla mięśni". Nie chodziło o żadną zbiórkę pieniędzy, czy wzruszającą reklamę. Po prostu stwierdził, że chce to zrobić DLA KRZYSIA, a jeśli przy okazji  uda się zainteresować kogoś chorobą Młodego czy też badaniami nad potencjalnym lekiem na SMARD1, będzie super.


"Diablak" to jeden z najtrudniejszych ekstremalnych triathlonów w Polsce na dystansie IRONMAN (prawie 4 km pływania, 180 km rowerem i 42 km biegu górskiego). Jednym słowem masakra. Filip przygotowywał się od dłuższego czasu i miał nadzieję, że przy dobrych warunkach pogodowych da radę ukończyć zawody w określonym czasie (17 godzin). Wzruszył nas prawie do łez (po raz pierwszy) mówiąc, że kiedy będzie tracił zapał, myśl o Krzysiu i o celu, jakim jest zdobycie dla niego medalu, doda mu sił.

Niestety w sobotę warunki pogodowe były straszne. Koszmarne. Deszcz, wiatr, zimno. Martwiliśmy się bardzo śledząc postępy wujka z domowego zacisza (w Żywcu dopingowali go i wspierali dziadkowie, ciocie i oczywiście dzieciaki), Było ciężko, były momenty krytyczne, jak złamane okulary, zepsuta przerzutka w rowerze, niepotrzebnie stracony czas i wyziębienie na postoju. Ale wiecie co? Skończył Filip tego DIABLAKA! Dał radę :))) 
Fakt, że na metę (którą z powodu zimowych fatalnych warunków pogodowych zmieniono ze szczytu Babiej góry na Schronisko PTTK Markowe Szczawiny) dotarł po czasie zupełnie nie miał dla nas znaczenia. Zrobił to! Na tanim rowerze z Decathlonu, w zajechanych po "Rzeźniku" butach, które ślizgały się po mokrych kamieniach.
Po ciemku, w deszczu i zimnie, dotarł na szczyt!


Zdjęcia Olivkovelove ze strony Beskid Extreme Triathlon

Ostatnie chwile były dla nas pełne emocji. Było już grubo po 22:00. Zawodnicy, którzy ukończyli triathlon (31 z 53 startujących) byli już w schronisku. Śledziliśmy na mapie małą kropeczkę Filipowego trackera pomału przesuwającą się przez las i gorąco go dopingowaliśmy. Miał rozładowany telefon, więc nikt nie wiedział w jakim jest stanie. Wiedzieliśmy, że walczy do końca dla naszego synka. I znowu łzy wzruszenia, gdy dostaliśmy sygnał, że jest na miejscu.

Zdjęcie Ewa Flak ze strony Beskid Extreme Triathlon

Po raz trzeci oczy nam się spociły, kiedy Filip odwiedził nas dziś niespodziewanie w drodze do pracy i przywiózł Krzysiowi prezent. Jedna z cenniejszych rzeczy, które mamy teraz w domu.
Nie zamierzamy wystawiać go na żadną licytację. Będzie wisiał w Krzysiowym pokoju i przypominał nam, kiedy zaczniemy wątpić, że niemożliwe nie istnieje.



Diablak Beskid Extreme Triathlon

"IMPOSSIBLE IS NOTHING!"

1 komentarz:

  1. Dla przystojniaka takiego jak Krzysiu naprawdę warto robić takie rzeczy!

    OdpowiedzUsuń