Niedawno cieszyłam się, że Krzyś od powrotu do domu nie chorował, że szybciutko przeganialiśmy zimowe katarki. No i najwyraźniej zapeszyłam. Już w zeszłym tygodniu wydawał nam się trochę nieswój, a że dziewczyny złapały w szkole jakiegoś wirusa, kichały i prychały, zaczęliśmy być bardzo ostrożni. I nagle: BUM! W poniedziałek nad ranem nasze Maleństwo zaszalało - gorączka przekroczyła 40 stopni, tętno wzrosło do ponad 220, saturacja spadała.
Nie będę ukrywać, że przeżyliśmy chwile grozy. Udało nam się na szczęście (oczywiście z pomocą lekarzy) opanować sytuację i obyło się bez pogotowia, bez szpitala. Jakiś wirus paskudny: katar, chrypka i wysoka gorączka, którą trudno nam było zbić aż do środy. Niby nic strasznego, małe dzieci gorączkują wysoko i czasem przecież chorują, ale u Krzysia każda infekcja jest bardzo niebezpieczna. Przez kilka dni cały dom stał na głowie. Znowu nie sypialiśmy umierając ze strachu, gdy tętno i temperatura rosły w oczach. Od wczoraj jest lepiej. Krzyś dostaje antybiotyk (trochę na wyrost), dużo picia i buziaków, ogląda bajeczki i powoli dochodzi do siebie.
piątek, 13 lutego 2015
niedziela, 25 stycznia 2015
Gada!
Krzyś od kilku dni zaczyna panować nad swoimi strunami głosowymi i tzw "przeciekiem", czyli niewielką ilością powietrza, która wydostaje się przy wydechu poza rurkę tracheo.
Od dawna mieliśmy nadzieję, że nastąpi taki dzień, gdy znowu usłyszymy jego głos. I w końcu jest.. jeszcze cichutki, jeszcze nie zawsze wychodzi, towarzyszą mu potoki śliny i bańki z nosa, ale jeeeeest! Już nie pomruki i skrzeki ale prawie "MAMA". Prawie!
Od dawna mieliśmy nadzieję, że nastąpi taki dzień, gdy znowu usłyszymy jego głos. I w końcu jest.. jeszcze cichutki, jeszcze nie zawsze wychodzi, towarzyszą mu potoki śliny i bańki z nosa, ale jeeeeest! Już nie pomruki i skrzeki ale prawie "MAMA". Prawie!
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Witamy w Nowym Roku
Witajcie!
Ten wpis miał być wpisem podsumowującym miniony rok, przedstawiającym nasze plany i postanowienia na kolejny. Zabierałam się do pisania kilka razy ale nie wchodziło.. rozklejałam się, nachodziły mnie wspomnienia i refleksje. Zanim się obejrzałam minęła połowa stycznia. I nawet nie złożyliśmy Wam - drodzy Czytelnicy - życzeń.
Wstyd!
Tak więc: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU!
Ten wpis miał być wpisem podsumowującym miniony rok, przedstawiającym nasze plany i postanowienia na kolejny. Zabierałam się do pisania kilka razy ale nie wchodziło.. rozklejałam się, nachodziły mnie wspomnienia i refleksje. Zanim się obejrzałam minęła połowa stycznia. I nawet nie złożyliśmy Wam - drodzy Czytelnicy - życzeń.
Wstyd!
Tak więc: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU!
sobota, 27 grudnia 2014
... i po Świętach :)
wtorek, 16 grudnia 2014
Fotomodel
Miałam napisać długiego posta o tym, co się u nas w ciągu ostatniego miesiąca działo.. takiego porządnego posta, z dokumentacją fotograficzną i filmową, ale ciągle coś innego okazywało się pilniejsze. Doba jest stanowczo za krótka!
Dziś w zamian za tę ciszę kilka zdjęć naszego synka. Dzięki wujkowi A. mam chwilowo pożyczoną lustrzankę, żeby zrobić Krzysiowi jakiś portrecik na ulotki 1%. Zapewne część z Was widziała już zdjęcia na facebooku, ale nie mogę się powstrzymać i nie wrzucić ich i tutaj. Więcej umieszczę wkrótce w galerii. Cudowny jest, prawda?
Dziś w zamian za tę ciszę kilka zdjęć naszego synka. Dzięki wujkowi A. mam chwilowo pożyczoną lustrzankę, żeby zrobić Krzysiowi jakiś portrecik na ulotki 1%. Zapewne część z Was widziała już zdjęcia na facebooku, ale nie mogę się powstrzymać i nie wrzucić ich i tutaj. Więcej umieszczę wkrótce w galerii. Cudowny jest, prawda?
sobota, 6 grudnia 2014
Zębowy Potwór
Oj dawno nic nie pisaliśmy.
Baaaardzo dawno.
Wstyd po prostu.
Listopad minął, a tu nic.
Już bijemy się w piersi (aż ręce bolą).
Brzydka pogoda, skłaniała bardziej do snu aniżeli do pisania (kiepskie wytłumaczenie, bo wszyscy tak mają, a jednak piszą). Krótki dzień to też kiepska wymówka – można przecież pisać w nocy.
I tu dochodzimy do sedna sprawy:
Noce listopadowe były koszmarne. Młodemu wyrzynały
się górne jedynki, dzięki czemu noc traktował z dość dużym przymrużeniem
oka, a właściwie z niewielkim, bo… nie sypiał. Dzięki temu my także nie
spaliśmy. Tętno 180-185, pisk alarmów, potoki
śliny, odsysanie, tulenie, pozytywka. I tak przez kilka tygodni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)